Światowy Dzień Chorego

11 lutego 2026
Aktualności - Światowy Dzień Chorego
Co nowego

Ja to oko straciłam właściwie. Ono fizycznie jest, ale nigdy już nie będę widziała na nie. Ale nie martwię się tym zbytnio, bo mam przecież jeszcze jedno oko. Rak podstawno – komórkowy. Miałam 3 razy wycinane, potem znowu się robiło i podeszło do oka. Nie do opanowania to wszystko. Guz 4 centymetrowy, onkolog się zadziwił. Taki guz w oku. No, ale radiologia mi to wypaliła, leczenie jest zakończone. Makabrycznie tę radiologię przeżyłam. Miałam chyba wszystkie skutki uboczne jakie tylko mogą dotknąć człowieka po radiologii. Strasznie schudłam, jak siebie zobaczyłam… Ja dwa razy tylko w lustrze się widziałam przez pół roku, Więcej nie chciałam oglądać.  Taki chuderlok byłam. I dopiero tutaj lekarz zastosował mi odpowiedni lek, bo nie miałam apetytu, niczego. Tutaj lekarz się mną zajął.

Jak się Pani żyje na co dzień?

Żyje mi się bardzo dobrze. Jestem po prostu… nie powiem… no szczęśliwa. Bo z racji mojej choroby nie mogę tego słowa użyć. No, niemniej niczego mi nie brakuje, czuję się tutaj w pełni zaopiekowana. I mogę to wszystko powiedzieć w imieniu innych pacjentów, bo oni będą mieli takie samo zdanie jak ja. Bo tutaj cały personel jest tak oddany pacjentom, że po prostu nigdy nie myślałam, że aż tak może to być, że do takiego stopnia. Niczego tutaj nie brakuje. Wszystkie nasze potrzeby są spełniane. Nie ma takiej rzeczy, której by dla nas nie było, nie ma słowa „nie”. Nie ma jakiejś opryskliwości, braku czasu. Cały personel jest naprawdę wspaniały, cała atmosfera jest wspaniała.  Także jak ja tutaj się znalazłam, to byłam ze straszną traumą po szpitalu gdzie byłam poprzednio. Tutaj się zjawiłam i od razu taka otoczka ciepła mnie spowiła, uspokoiłam się, nabrałam do tych ludzi – pracowników zaufania. Zobaczyłam, że te wszystkie pielęgniarki są szczere, serdeczne i że nie jest to udawane przede wszystkim. Także poczułam się wspaniale i tak się czuje do dnia dzisiejszego.

Przytyłam, uczę się chodzić z moją Panią Anią kochaną. Kochamy ją. Ona potrafi nam zorganizować cały taki mały klub. Tak! Tak to można powiedzieć. Spotykamy się codziennie piętro niżej, pijemy kawę kakao i pani Ania wtedy trenuje mnie do chodzenia. I jak już skończymy to chodzenie, to wtedy siadam sobie i biesiaduję tam z innymi (śmiech). Przemiła, przesympatyczna, ma serce do wszystkich.  Wszędzie jak pojawia się pani Ania, to rozruszane jest życie tutaj po prostu. Tak to można powiedzieć. Każdy jest szczęśliwy, zadowolony i czeka na nią. Ja pracowałam przez ostatnie 10 lat w agencji zajmującej się właśnie pomocą chorym, dlatego trochę wiem jak obecność drugiego człowieka jest ważna. Pomagałam ludziom starszym, opiekowałam się nimi w ich domach.

Też tak czekali na wizyty jak tu na panią Anię?

No… powiem panu, że lubiliśmy się. Nawet do dnia dzisiejszego jestem jakoś związana z niektórymi podopiecznymi. Bo dzwonią do mnie, czekają. No ale ja już nie wrócę, bo zdrowotnie nie dałabym rady. Także ja też robiłam w podobne rzeczy jak tu w hospicjum tylko oczywiście nie na taką skalę. Pani Czesia, pan Piotrek, pani Ania była też, Halina, to byli moi podopieczni. Robiłam co mogłam. A teraz, to czekam aż poczuję się lepiej. Na pewno jak stanę na nogi to pójdę odwiedzić, coś tam pomogę. No… mam taką nadzieję.

Co trzeba mieć, żeby opiekować się innymi?

No, jest ta wewnętrzna potrzeba niesienia pomocy ludziom, tego się nie nabędzie, to trzeba mieć. Nie zmusi się nikogo do takiej pracy, bo ta praca jest ciężką pracą. Nie zmusi się nikogo do zmiany pieluch, do oglądania różnych rzeczy, wie pan. Nie zmusi się nikogo do bycia miłym, pomocną osobą. Bo taką trzeba być dla człowieka chorego. Ja tu nie mówiłam nikomu, że opiekowałam się ludźmi. Pielęgniarkom nie mówiłam, nikomu tutaj. Dopiero teraz panu mówię to. (śmiech)

Materiał zarejestrowano w

Światowy Dzień Chorego w ujęciu Papieża Leona XIV
Kliknij, aby przeczytać orędzie

ikona udostępnij Udostępnij: